Albert Stęclik
Albert Stęclik... Jak mówi „ w
przyszłości chciałby być szczęśliwym człowiekiem". Jak ma zamiar do tego dążyć,
jakie marzenia spełniać, żeby poczuć pełną radość życia? Przeczytajcie i
przekonajcie się sami.
Ania i Magda: Nietypowe hobby. To łączy
ludzi, którzy znajdują się pod ostrzałem naszych pytań. Ty interesujesz się ...
Albert: Downhill to jest to, co uwielbiam.
A&M: Dlaczego akurat ten sport?
Albert: Zawsze jako dzieciak biegałem i
robiłem to co mój starszy brat. Gdy postanowił skakać na rowerze
zainteresowałem się tym i wciągnąłem w ten sport. Wtedy jeszcze nikt z nas nie
myślał o ściganiu się, nikt nie wiedział na czym polega zjazd czy fourcross.
Chcieliśmy jedynie miło i aktywnie spędzić czas, oderwać się na chwilę od ziemi
(dosłownie i w przenośni) i poczuć adrenalinę...
A&M: ...od której można się
uzależnić.
Albert: W moim wypadku - trwale :)!
A&M: Skoki, szybkość,
adrenalina ... Taki sport wydaje się niebezpieczny.
To prawda? Czy Tobie przydarzyły
się już jakieś poważniejsze kontuzje?
Albert: Owszem, to bardzo niebezpieczny sport, ale tylko wtedy gdy nie myślimy co robimy, nie przewidujemy, nie nosimy niezbędnych ochraniaczy i kasku. Wielu myśli, że aby osiągnąć sukces wystarczy
odwaga. Z takim podejściem szybko i boleśnie uczymy się, że to treningi i technika odgrywają największą rolę. Do wszystkiego można dojść stopniowo z dużo mniejszym ryzykiem. Poza tym kalkulowane ryzyko jest OK. Zdarte łokcie, porozcinane golenie, obtarcia czy siniaki to chleb powszedni. Co do moich kontuzji, to najpoważniejszą było złamanie obojczyka, który do niedawna był skręcony sześcioma śrubami o średnicy 3,5 mm.
A&M: Nauczyło Cię to czegoś?
Czy wręcz przeciwnie- traktujesz to jako porażkę?
Albert: Spokorniałem wobec potęgi
grawitacji i doświadczenia kolegów, którym chyba chciałem głupio zaimponować.
A&M: Czy to jest sport dla
wszystkich? Kto może trenować? Trzeba mieć jakieś specjalne predyspozycje?
Albert: Wydaje mi się, że jest to sport dla wszystkich, którzy lubią ekstremalne sytuacje, mają do tego trochę samozaparcia, ambicji, siły fizycznej (rower zjazdowy waży około 20 kg), i co najważniejsze, chcą miło spędzić czas. Wiadomo, że dzieciaki mają problem z jazdą na rowerze do downhillu, dlatego dobrze jest zaczynać na bmx, potem przesiąść się na dualówke a dopiero z niej z odpowiednim doświadczeniem na rower zjazdowy. „Rowerowanie" mocno integruje ludzi. Kiedyś Gary Fisher powiedział: „Czyż przez przesadną miłość do mechanizmu, jakim jest rower, nie tracisz prawdziwego sensu tego zjawiska? (...) Chyba chcę powiedzieć tylko jedno. Jeźdź więcej. Wskocz na rower i zostaw w nim jakąś cząstkę siebie." I o to chodzi.
A&M: Dla niezorientowanych
Gary Fisher to ...
Albert: Gary Fisher to główny wynalazca
roweru górskiego. Od 12 roku życia startował w wyścigach i osiągnął bardzo
wiele.
A&M: Zawsze można dowiedzieć
się nowych rzeczy ;). Fisher osiągnął wiele. A Twoje osiągnięcia? Z tego co
wiemy, też nie są małe!
Albert: Jak dotąd startowałem jedynie w czterech wyścigach. Mam nadzieję, że w przyszłym roku będzie lepiej. Na sezon 2008 mam zaplanowanych 8 wyjazdów na PP DH, MP DH i może MP w 4x. Do tego dojdzie może jeszcze jakieś zakończenie sezonu czy zawody off'owe. Moje dotychczasowe osiągnięcia:
6. miejsce w DH Contest w Międzybrodziu Żywieckim (kat. Hobby junior)
1. miejsce w DH Contest w Myślenicach (kat. Hobby junior)
5. miejsce w Groober DH Cup w Zieleńcu (kat. junior)
2. miejsce w Joy-Ride Days w Zakopanym (kat. junior)
Niewątpliwie osiągnięciem jest dla
mnie także tworzenie portalu Joy-Ride.pl czy cień szansy na sponsoring w
nadchodzącym sezonie.
A&M: Jak wyglądają treningi?
Albert: Trening jest dość skomplikowany.
Dzieli się na 4 okresy. Pierwszy trwa od października do około marca. Jest to
trening ogólnorozwojowy. Polega głównie na zbudowaniu siły i wytrzymałości
fizycznej. W tym okresie chodzę na siłownie 4 razy w tygodniu, czasami na
basen. Jako rozgrzewki przed treningami biegam lub jeżdżę na trenażerze. Gdy
tylko robi się cieplej, powoli (lecz nie całkiem) rezygnujemy z siłowni na
rzecz jazdy na rowerze szosowym/xc, do tego dodajemy trochę jazdy na motorze.
Chodzi tu o wyrobienie wytrzymałości, kondycji i tzw. zdolności motoryczych.
Okres drugi trwa do pierwszych startów. W maju rozpoczyna się trzeci okres -
startowy. W weekendy jeździmy na zawody, raz w tygodniu chodzimy na siłownię
czy jeździmy na rowerze szosowym. Najwięcej czasu poświęcamy na zjazd czy 4x.
A&M : A 4 etap?
Albert: Ostatni etap to wrzesień. Ten
miesiąc jest dla organizmu odpoczynkiem i wyciszeniem, jest to również czas na
wyleczenie ewentualnych kontuzji.
A&M: Trenujesz sam czy w klubie pod okiem trenera?
Albert: Generalnie w zimę (na siłowni)
trenuję sam, latem razem z kolegami. Staram się jeździć jak najwięcej z dużo
lepszymi od siebie - to daje dużo więcej niż podczas „normalnych" treningów.
Warto dodać, że nigdy nie jeżdżę na
rowerze sam.
A&M: Dlaczego?
Albert: Z uwagi na bezpieczeństwo. Jeśli
chodzi o klub to należę do małego częstochowskiego klubu zarejestrowanego w
PZKolu. Niestety, nie jestem w żadnym większym teamie. Mam nadzieję, że ulegnie
to zmianie. W przygotowaniach pomaga mi trener - Przemek.
A&M: A druga pasja to ...
Albert: Fotografia.
A&M: Był jakiś przełomowy moment,
od którego zainteresowałeś się fotografią, czy "od zawsze" biegałeś z
aparatem?
Albert: Bawię się tym już 4 lata. Pasją
zaraził mnie tata, który wiele mnie nauczył. Na początku robiłem zdjęcia na
zawodach rowerowych, w których jeszcze nie mogłem startować. Potem na jakiś
imprezach, wakacjach, w szkole czy po prostu od tak. Gdy przyszedłem do
Traugutta w tej materii wiele się zmieniło.
A&M: Co takiego Traugutt
zmienił?
Albert: Może nie tyle Traugutt, co prof.
Podgórski, który czuwa nad nami :). Dziękuję.
A&M: Co najczęściej jest
przedmiotem Twoich zdjęć?
Albert: Ludzie i sytuacje, które chce
zapamiętać.
A&M: Bo...
Albert: Bo sądzę, że zdjęcia to najlepsza
pamiątka. Wspaniale przekazują i pokazują emocje.
A&M: A Twoje osiągnięcia w
tej dziedzinie?
Albert: Dwie zbiorowe wystawy w galerii
TFP, wyróżnienie w konkursie „Moja Częstochowa", dwa wygrane konkursy w
Traugucie. Do tego zdjęcia na Joy-ride.pl, hcfr.pl czy w internetowej gazecie
rowerowej, która już niedługo ma się pokazać.
A&M: A przyszłość? Planujesz
połączyć ze sobą swoje zainteresowania? Jakie studia wybierzesz?
Albert: „W przyszłości chciałbym być...
szczęśliwym człowiekiem" .
A&M: Tak po prostu?
Albert: Tak po prostu :). Na pewno chcę
zwiedzać świat z rowerem, poznawać nowych ludzi, kraje, kultury i dobrze się
przy tym bawić. To super połączenie. Marzy mi się trip po najlepszych
europejskich miejscówkach. Jeśli chodzi o studia to zastanawiam się nad geografią,
lecz może się to szybko zmienić. Nigdy nie wiesz.
A&M: No tego nie da się
przewidzieć. A jak tam przygotowania do matury, która już - o zgrozo! - za rok?
Albert: To kolejne zainteresowanie ;p
.Teraz pochłaniać mnie będzie szczególnie geografia, matematyka, angielski i
mój ulubiony polski :P
A&M : I teraz Twoja szansa i
miejsce na podziękowania ;) ...
Albert: Chciałem szczególnie podziękować
rodzicom za wyrozumiałość, pozwolenia na starty, dowóz na zawody w
Międzybrodziu, wsparcie finansowe czy pomoc w załatwieniu roweru na nowy sezon.
Trenerowi za zainteresowanie i zaangażowanie, Wojtkowi, Benkowi, WW, Jodzie,
Siarze i Gagatowi za pomoc w treningach. Dziękuje i pozdrawiam serdecznie
interesujących się moim sportem i tych, którzy chcieli lub chcą przyjechać na
zawody, bardzo doceniam to zainteresowanie.
A&M: A my dziękujemy Tobie za
wyczerpujące odpowiedzi :)
Rozmawiały: Anna Waczyńska i
Magdalena Makowska
Poprosiłem rodziców, brata oraz kilku przyjaciół i znajomych Alberta, aby podzielili się swoją opinią na temat "Aby". Oto one:
Grażyna i Michał Stęclikowie
Albert to dobre i utalentowane dziecko. Jesteśmy z niego dumni, choć jedna z jego pasji budzi u nas niepokój. Fotografowanie jest bezpieczne jak szachy, ale downhill to już sport ekstremalny. Adrenalina dla
zawodnika i wysokie ciśnienie dla rodziców… Jego wodołaz Raban też się o niego boi. Albert nie zaniedbuje szkolnych i domowych obowiązków ma zatem prawo być trochę zakręcony…
Jakub Stęclik
Młody - bo tak wszyscy na niego mówimy. To przede wszystkim brat w pełnym tego słowa znaczeniu. Mimo, że się kłócimy (z bicia już wyrośliśmy), wiem, że mogę na niego liczyć. Zamotany, „ma swój świat i swoje
kredki” i to właśnie trzeba w nim szanować. Rower i aparat to przedmioty jego zainteresowania. Rower- adrenalina, po dziadku, który ścigał się na motorze. Aparat- zatrzymywanie czasu, po tacie, który pokazał mu gdzie jest przycisk wyzwalający migawkę…
Maryś Kiedyś oglądaliśmy razem zdjęcia z zawodów. Od razu było widać, że jest to coś, co naprawdę kocha. Dla niego rower to nie tylko jakaś tam pasja-to jest po prostu jego życie, jego świat. Czasami zastanawiam się co on widzi w tych dwóch kółkach? :P
Może powiem tak-staram się go zrozumieć. Bo podobają mi się ludzie którzy mają w życiu cel i do niego dążą - zwłaszcza kiedy tym celem jest bycie po prostu szczęśliwym.
WW (Wujek Wojtek)
„Człowiek bez pasji to człowiek bez celu”. Albert ma
ustalone cele i wie jak je osiągnąć, wytrwale i szybko dąży do przodu
mimo przeszkód i konsekwencji, które pojawiają się na Jego drodze.
Dzięki dużemu zaangażowaniu i systematyczności w swych działaniach na
pewno osiągnie sukces i spełni swoje sportowe marzenia.
BENEK
Yooo z tej strony Benek!. Albert Stęclik był dla mnie zawsze, jest, a czy będzie nadal, to się jeszcze okaże młodym Albercikiem :P chłopakiem, który musi mieć zawsze wcześniej wszystko dokładnie ułożone i zaplanowane, chłopakiem mającym zawsze w swej głowie bardzo wiele pomysłów i marzeń które zazwyczaj dzięki cieżkiej pracy i samozaparciu udaje mu się spełniać, jest dobrym kolegą i mam nadzieję, że taki już zostanie i nie zapomni o znajomych, gdy już stanie się sławny :D. Życzę mu również tego, aby znajomi nie zapomnieli o nim. Buźka chłopaku !!
Szymon (joy-ride.pl)
Tu trzeba było "wyciągać" informacje. A wyglądało to mniej więcej tak (wyciągającym był Kuba :)
- jak zaczęła się wasza współpraca i jak się w tym sprawdza
- juz nawet nie pamietam jak sie zaczeła.. chyba jakos na gg sie zgadalismy
- jakim jest fotoreporterem
- tak to zajebiaszczy chlop
- jak go odbierasz (tak ogólnie)
- ogarniety do tego, robi bardzo fajne foty, mily symatyczny
- jeszcze... jeszcze....
- no i na biku ogarnia calkiem niezle tez ;]
- a coś więcej o tym co robi na joy-ride.pl?
- no zapodaje ciekawe newsy zawsze z dobrymi fotami ;)
- czyli jest od newsów
- i od fot
- czy reportaze i fotki które robi ci się podobają?
- no jasne bardzo ;d
YETI Z Albertem znamy się od dziecka. Pamiętam, że jego nieodłącznym przyjacielem był rower.
W dzieciństwie Aba milo spędzał czas bawiąc się w klocki lego wraz z kolegami na ogromnym dywanie. Dzisiaj mogę o nim powiedzieć, że jest ambitnym, dążącym do celu i konsekwentnym w swoich działaniach młodzieńcem. Oprócz tego jest miłym, opiekuńczym, koleżeńskim i sympatycznym kumplem, na którym zawsze można polegać. Jest również gościnny, ponieważ nigdy nie pozwoliłby aby doskwierał ci u niego głód i pragnienie. :)
Największą jego pasją jest rower, któremu poświęca się w całości, jeżdżąc na zawody i osiągając coraz to większe sukcesy. Z czasem jednak obok jego pierwszej miłości pojawiła się fotografia. Nie wiadomo skąd Albert zaczął robić zdjęcia... Mogę nawet stwierdzić, że są one profesjonalne. W swoich zdjęciach utrwala on przyjaciół, ich emocje, a także wydarzenia które są bliskie jego sercu. Mam wrażenie, że czego się nie tknie, wszystko mu wychodzi ale pod pewnym warunkiem, że jest to jego pasją. Nie da się opisać kogoś takiego jak on, ponieważ jest to ciężka i trudna sprawa. Z mojej strony mogę o nim powiedzieć :
NAJLEPSZY SĄSIAD NA ŚWIECIE.
wojtek. " Aba ? Cóż... Indywidualista. Zapalony sportowiec. Konsekwentnie dąży do wytyczonych sobie celów. Ma sporą wiedzę na temat rowerów i temat się nie wyczerpuje... to jest pasja. Utalentowany fotograf, ale przede wszystkim - świetny kumpel. Jest uparty, chętnie udziela się w inicjatywach. Można na nim polegać i się z nim nieźle bawić a jak trzeba to i pokłócić ;-)."
Franek
Albercik. Człowiek przez duze C, Sportowiec przez duze S i Przyjaciel przez duze P. Radosny chłopak, który ma dobre i złe dni jak każdy. Zawsze skory do żartów jednak znający granice dobrego smaku. Ma własnie zdanie i niecodzienną pasję, która go wyróżnia. Nic dodać, nic ująć, poprostu Aba.
piotrusb
"Aba - miły, sympatyczny, koleżeński. Można się z nim pośmiać, ale też pogadać o całkiem poważnych sprawach. "Pozytywnie zakręcony". Ma w sobie coś z cyborga - ach te kilka śrubek w obojczyku :D"
Snuf
Aba? Mega człowiek. Trochę surfer, ale jednak swoje ambicje ma.
Tylko rower mu w głowie i jeszcze parę rzeczy... :)
Ma pasje i cele i jest na najlepszej drodze by dojść do tego czego chce.
Marek Podgórski
Od pierwszej klasy się wyróżnia. Zawsze ma swoje zdanie. Nie specjalnie zważa, przed kim dowodzi swoich racji. Nie ma znaczenia, czy to kumpel czy nauczyciel - jednakowo stanowczy. Bezkompromisowy. Mówi to, co myśli (kariery w dyplomacji raczej nie zrobi ;) A myśli i to dużo. Mądry gościu. Spostrzegawczy. Dojrzały. Odpowiedzialny.
Fotogeniczny, kocha go obietyw. Ma taki szelmowski uśmiech "Jockera". Nie pamiętam, żeby na jakieś fotce wyszedł źle.
Na początku znajomości mieliśmy kilka "spinek". Dziś dogadujemy się bez problemów... (większych ;). Doceniam pomysłowość, kreatywność, "zdanie na dziś", "spodnie z wczoraj, spodnie z dzisiaj".
No i.... "Profesorze, jest opcja...?"
PS
Po tym, co napisał Yeti (o gościnności), wbijam się do Ciebie na... pizzę ;)
|